Zarzuty, które się broniąFoucaultIdentyfikowalność

Spojrzenie, którego nie można odwzajemnić

„To inwigilacja”: z Foucaultem i panoptikonem — trzy właściwości urządzenia nadzoru, i które z nich rejestr może odwrócić, a które nigdy.

9 min
Wnętrze bloku panoptycznego: centralna wieża strażnicza otoczona pięcioma piętrami cel
Blok panoptyczny więzienia Presidio Modelo, Isla de la Juventud, Kuba — centralna wieża i pierścień cel, do których nie widać do środka — Friman, CC BY-SA 3.0 / Wikimedia Commons

Zarzuty, które się bronią (1/2) — Michel Foucault, panoptikon i pytanie o to, kto patrzy.

„To inwigilacja. Chcecie moich danych.”

Ten zarzut pojawia się wcześniej niż inne. Często w ciągu pierwszych pięciu minut, czasem zanim skończy się wyjaśnianie. Prawie nigdy nie jest wrogi. Jest trzeźwy.

I zasługuje na coś więcej niż zaprzeczenie. „Ależ nie, to nie jest inwigilacja” nikogo nie przekonuje, z prostego powodu: to nieprawda. Rejestr jest urządzeniem widoczności. Zaczynanie od zaprzeczenia oznacza zaczynanie od kłamstwa, a w kuchni gospodarstwa nikt się nie da oszukać.

Lepiej więc potraktować zarzut poważnie. Co zakłada sprawdzenie, co słowo to naprawdę obejmuje.

Panoptikon, prawidłowo zrozumiany

Obraz pochodzi od Benthama, a Foucault uczynił go sławnym w Nadzorować i karać. Centralna wieża; wokół, ułożone w krąg cele, oświetlone pod światło. Strażnik widzi każdego więźnia. Żaden więzień nie widzi strażnika. „Widoczność jest pułapką”, pisze Foucault.

Siłę urządzeniu nadaje nie sam nadzór. To trzy właściwości, które trzeba odróżnić, bo wszystko, co następuje, od nich zależy.

Asymetria, po pierwsze. Spojrzenie krąży tylko w jedną stronę. Urządzenie rozdziela parę: widzieć i być widzianym — jest się widzianym, nigdy nie widząc.

Niesprawdzalność, następnie, i to jest odkrycie. Władza musi być, mówi Foucault, widoczna i niesprawdzalna. Widoczna: więzień ma wieżę stale przed oczami. Niesprawdzalna: w żadnym momencie nie wie, czy ktoś w niej jest. Musi więc zachowywać się tak, jakby był obserwowany przez cały czas. Stąd efekt, który Foucault opisuje jako prawdziwy cel urządzenia — nadzorowany kończy jako zasada własnego podporządkowania. Strażnik może być nieobecny; maszyna działa dalej bez niego.

Izolacja, wreszcie, o której prawie zawsze się zapomina. Cele są oddzielone bocznymi ścianami. Więźniowie nie widzą się nawzajem, nie rozmawiają ze sobą, nie organizują się. Panoptikon nie poprzestaje na nadzorowaniu: rozpuszcza tłum w zbiór odizolowanych jednostek. Zapobiega koalicji tak samo, jak wytwarza widoczność.

Foucault dodaje czwarty element, mniej spektakularny, a ważniejszy dla nas: pismo. Dyscyplina wytwarza akta. Opisuje, klasyfikuje, porównuje, czyni z każdego przypadek — opisywalny, mierzalny, umiejscowiony względem średniej. Właśnie w to pismo celuje drugi wielki zarzut, ten dotyczący kartoteki. Wrócę do tego w drugim tekście.

Dziesięć spojrzeń, żadnego rewanżu

Oto siatka lektury. Zastosujmy ją do sytuacji francuskiego producenta dzisiaj — przed jakąkolwiek naszą interwencją.

Zgłasza on elektronicznie swoje areały i uprawy, i podlega kontroli zarówno na papierze, jak i w terenie. Jeśli sprzedaje sieci, podpisuje specyfikację, której nie napisał. Jeśli jest certyfikowany — ekologicznie, znakiem, IFS, BRC, GlobalGAP — jest audytowany według referencji, której nie sporządził, w terminach, których nie wybiera, przez organ, który sam opłaca. Jeśli przetwarza, prowadzi rejestry sanitarne, które mogą zostać użyte przeciwko niemu. A lista się nie kończy.

Z dziesięć spojrzeń, których kryteriów, harmonogramu ani konsekwencji nie ustala.

Spójrzmy teraz w drugą stronę. Co wie o tym, co dzieje się z jego produktem, gdy ciężarówka odjedzie? Za jaką cenę jest odsprzedawany, komu, z jaką marżą? Na podstawie jakiej oceny centrala zakupowa zdecydowała w tym roku o wykluczeniu go z listy? Według jakiego rachunku ustalono jego cenę, i przez kogo?

Nic. Poznaje wynik, nigdy zasadę.

To asymetria Benthama, punkt po punkcie. A to także jej niesprawdzalność: wie, że jest obserwowany, nigdy nie wie, kiedy ani jak zapada decyzja, więc dostosowuje się z ostrożności. Zachowuje się tak, jakby był obserwowany przez cały czas. Stał się zasadą własnego podporządkowania, a nikt nie musiał w tym celu budować wieży.

Nie piszę tego, by wskazywać winnych. Większość tych spojrzeń ma dobre powody, by istnieć: bezpieczeństwo sanitarne nie jest kaprysem, kontrola dotacji publicznych też nie, a specyfikacja odbiorcy nie jest sama w sobie szykaną. Mówię tylko, że pytanie „czy potrzeba jeszcze jednego spojrzenia?” jest źle postawione. Już jest ich dziesięć. Jedyne pytanie, które się liczy, dotyczy właściwości urządzenia: w którą stronę patrzy, i co obserwowany może z tym zrobić.

Trzy właściwości, trzy odwrócenia

Weźmy je po kolei, bo żadna nie odwraca się w ten sam sposób.

Najpierw niesprawdzalność. Więzień Benthama nie wie, czy jest obserwowany, i nie może przeczytać swoich akt. To właśnie czyni urządzenie tak ekonomicznym: nie musi nawet działać, by wywoływać swoje skutki.

Rejestr może to odwrócić punkt po punkcie, i to jest łatwa część. Zasady są spisane i publiczne: co jest rejestrowane, jak, przez ile czasu, z jakimi konsekwencjami. Sama rejestracja jest w pełni dostępna do wglądu dla tego, kogo opisuje — żadna część akt nie jest przed nim zamknięta, choćby dlatego, że jest ich źródłem.

Ale to nie wystarcza, i tutaj trzeba być precyzyjnym.

Następnie asymetria. Wiedzieć, co jest o nas napisane, to nie to samo, co wiedzieć, kto to przeczytał. Prawdziwe odkrycie Benthama nie dotyczyło akt: dotyczyło niepewności co do samego spojrzenia. Producent, który może przejrzeć całą swoją rejestrację, ale nie wie, kto ją przegląda, wciąż znajduje się dokładnie w pozycji więźnia.

Odpowiedź mieści się w jednym zdaniu i jest niemal banalna w budowie: dziennik konsultacji. Niech producent widzi, kto spojrzał na jego dane, kiedy i z jakiego tytułu. Niech centrala zakupowa, która przeszukuje jego historię, zostawi ślad, który on sam może odczytać. Niech samo spojrzenie zostanie zarejestrowane.

Panoptikon, w którym więzień widzi strażnika obserwującego go, to już nie panoptikon. To pomieszczenie, w którym dwie osoby stają twarzą w twarz.

Napisałem to tutaj, zanim zostało u nas rozstrzygnięte, ponieważ intencja wyrażona wobec świadków zobowiązuje bardziej niż wewnętrzna notatka. Zbudowaliśmy to od tego czasu: producent ma ekran, na którym widzi, kto przeglądał jego dane, kiedy i z jakiego tytułu. Z jednym zastrzeżeniem, które uważam za najważniejszą część — dziennik sam wymienia to, czego jeszcze nie obejmuje, bo rejestr częściowy przedstawiany jako pełny byłby gorszy niż brak rejestru.

Wreszcie izolacja. Boczne ściany panoptikonu nie służą lepszemu nadzorowi; służą temu, by uniemożliwić nadzorowanym rozmowę ze sobą. To być może najbardziej polityczna z trzech właściwości, i najbardziej dyskretna.

Urządzenie, które wytwarza widoczność, ale pozwala swoim członkom wspólnie się naradzać, nie jest już tym samym urządzeniem. Właśnie to jest stawką w tym, że producenci mają miejsce przy stole — że kryteria dyskutuje się w kolegium zamiast je znosić, i że mierzeni mogą razem zmieniać miarę. To nie demokratyczny listek figowy dodany do narzędzia nadzoru. To trzecia właściwość panoptikonu, którą się usuwa.

Co się nie odwraca

Trzy odwrócone właściwości to nie obalenie. Foucault nie mówi wyłącznie o panoptikonie; mówi o władzy normalizującej, a ta się nie odwraca.

Norma, po pierwsze, i jej zewnętrze. Nasz podpis mówi: rejestr tych, którzy udowadniają. To zdanie trzeba przeczytać do końca. Rejestr tych, którzy udowadniają, ustanawia w tym samym ruchu kategorię tych, którzy nie udowadniają. To nie perwersyjny efekt uboczny, który pewnego dnia naprawi lepszy projekt: to jest to, co robi norma. Ona dzieli.

Możemy zrobić dwie rzeczy, i je zrobimy. Nigdy nie czynić braku wpisu powodem sankcji. I przypominać, tyle razy, ile będzie trzeba, że celem zawsze było to, co niesprawdzalne — nigdy cudzoziemiec, nigdy mały, nigdy ten, kto nie ma czasu. Czego nie możemy zrobić, to uniemożliwić kupującemu odczytanie braku jako sygnału. Nikt nie może. To realny koszt tego, co budujemy, a przedstawianie tego inaczej byłoby nieuczciwe.

Internalizacja, następnie, która rozwiązuje się jeszcze mniej. Urządzenie widoczności zmienia tego, kogo czyni widzialnym — nawet wybrane, nawet opłacane, nawet współrządzone przez niego. Dzień, w którym producent zadecyduje o geście, myśląc najpierw o tym, co rejestr o tym zachowa, będzie dniem, w którym coś się przesunie, i nie na lepsze. Żadne kolegium przed tym nie chroni. Żaden dziennik konsultacji także. To najgłębszy efekt, jaki opisuje Foucault, i nie mam nic solidnego, by mu przeciwstawić.

Tylko jedna rzecz może go złagodzić: żeby rejestr nie przyznawał oceny. Żeby poświadczał fakty, nie oceniając sposobu. Ale to temat drugiego tekstu, i zasługuje na własny.

Dobrowolność, wreszcie — którą zostawiam na koniec, bo dowodzi mniej, niż się uważa. Nikt nie wchodzi tu pod przymusem. Żadne prawne zobowiązanie nie odsyła do nas, producent nic nie płaci i odchodzi, kiedy chce, nic nie tracąc.

To rozwiązuje jedno pytanie, i tylko jedno: pytanie o legitymację. Nikt nie będzie mógł powiedzieć, że narzucono mu spojrzenie — to dokładnie to, czego więzień Benthama nie może powiedzieć, i to niemało. Ale kto sądzi, że to wystarcza, odpowiedział tylko na połowę zarzutu. Zgoda mówi, kto ma prawo patrzeć. Nic nie mówi o tym, co spojrzenie widzi, ani o tym, czego nigdy nie zobaczy.

Czego domaga się Foucault

Nigdy nie żądał zniesienia spojrzenia; uważał tę ideę za naiwną. Żądał zbadania samego urządzenia: skąd bierze się spojrzenie, kto może je odwzajemnić, co wywołuje u tego, kto je odbiera, i kto decyduje, czego ono szuka. To wymóg, nie wyrok. I to jedyny, do którego rozsądnie możemy być zobowiązani.

Kiedy więc ktoś mówi mi, że to inwigilacja, nie odpowiadam już, że nią nie jest. Odpowiadam: spójrzmy, w którą stronę patrzy. Już z dziesięć spojrzeń spoczywa na Waszym gospodarstwie, a żadnego z nich nie możecie rozliczyć. My proponujemy jedno więcej — jedyne, o którym zobaczycie, kto je sprawuje, którego zasady będziecie mogli omówić z tymi, którzy je znoszą tak jak Wy, i które zapłaci Wam, zamiast Was obciążać.

To niemało. To też nie jest niewinność.

Pozostaje drugi zarzut, ten, który zaczyna się od „nie da się wszystkiego wpisać do formularza”. Jest trudniejszy, i jeszcze nie skończyłem na niego odpowiadać. To temat kolejnego tekstu.

Źródło

Michel Foucault, Surveiller et punir. Naissance de la prison [Nadzorować i karać. Narodziny więzienia], Gallimard, 1975 — zwłaszcza rozdział „Panoptyzm”.

Co to oznacza dla Ciebie

To samo rozumowanie nie działa tak samo w zależności od miejsca w łańcuchu.

Jesteś producentem

Na Waszym gospodarstwie spoczywa już z dziesięć spojrzeń — WPR, specyfikacje odbiorców, certyfikacje, rejestry sanitarne — a żadnego z nich nie możecie rozliczyć. Pytanie nie brzmi „jeszcze jedno spojrzenie?”, lecz w którą stronę ono patrzy.

VeraTrace dla producentów

Jesteś jednostką publiczną lub zamawiającym publicznym

Urządzenie widoczności ocenia się według trzech właściwości: kierunku spojrzenia, tego, co obserwowany może zweryfikować, i czy może naradzać się z innymi. Trzy kryteria użyteczne daleko poza nami, dla każdego narzędzia, które finansujecie.

VeraTrace dla samorządów

Jesteś dystrybutorem lub centralą zakupową

Producent poznaje wynik Waszych decyzji, nigdy zasadę. Dziennik konsultacji czyni Wasze spojrzenie widocznym dla tego, kogo obserwuje: działa, i sam wymienia to, czego jeszcze nie obejmuje.

VeraTrace dla dystrybucji

Wspierasz producentów

Znacie zmęczenie kontrolą tych, których wspieracie. Zarzut „to inwigilacja” nie jest złą wolą: jest trafny i zasługuje na odpowiedź dotyczącą samego urządzenia, a nie na wyparcie się.

VeraTrace dla doradców