DowódLatourSpinoza

Debata rolnicza nie jest zbyt złożona. Jest źle opisana.

Latour i Spinoza: złożoność rolnictwa to nie nadmiar gadania wokół prostego przedmiotu, lecz przestarzały aparat opisu. To, co się zmieniło, to koszt jednostkowości.

11 min
Ogromny stos młóconej pszenicy na polu, trzej mężczyźni stojący obok dla skali
Stos młóconej pszenicy, Pinnaroo, Australia Południowa, ok. 1915 — „pszenica” jako klasa: masa, w której nie da się już odróżnić żadnej działki — State Government Photographer, History Trust of South Australia, CC0 / Wikimedia Commons

Dlaczego nakazy ekologiczne uczyniły świat rolniczy nieczytelnym za pomocą instrumentów, którymi dysponuje.

Wszyscy zgadzają się co do jednego punktu, i to prawie jedynego: debata rolnicza stała się nieczytelna. Rolnik, przemysłowiec, wybrany przedstawiciel, stowarzyszenie ekologiczne mogą rozmawiać o tym samym polu pszenicy przez godzinę, ani razu się nie spotykając. Nie z braku słuchania. Widziałem ludzi w dobrej wierze, którzy słuchali się bardzo uważnie i odchodzili z pewnością, że drugi nic nie zrozumiał.

Nasuwają się dwie odpowiedzi, i są symetryczne. Pierwsza żąda uproszczenia: mniej norm, mniej formularzy, mniej sprzecznych nakazów, uczynić zawód wykonalnym. Druga żąda rozstrzygnięcia: fakty są ustalone, nie ma już o czym dyskutować, trzeba stosować. Jedna chce zmniejszyć liczbę ograniczeń, druga chce zmniejszyć liczbę punktów widzenia. Obie starają się obniżyć złożoność.

Uważam, że żadnej z nich się to nie uda, ponieważ ta złożoność nie jest nadmiarem gadania wokół prostego przedmiotu. Jest tym, co się dzieje, gdy przedmiot przestaje być opisywany przez instrumenty, które służyły do jego opisu.

Modernizować, potem ekologizować

Bruno Latour postawił tę alternatywę w połowie lat dziewięćdziesiątych, w formule, która się nie zestarzała: modernizować czy ekologizować? Nie chodziło o hasło, lecz o stwierdzenie dotyczące dwóch niekompatybilnych reżimów opisu.

Modernizować oznacza oddzielać. Rozdziela się starannie naturę z jednej strony i społeczeństwo z drugiej; fakty z jednej strony, wartości z drugiej. Otrzymuje się świat przedmiotów bez opinii, które można mierzyć, standaryzować, transportować, porównywać. Jest to niezwykle skuteczne. Nowoczesne rolnictwo narodziło się z tego gestu: plon z hektara, zawartość białka, tonaż, cena, zgodność. Pole staje się powierzchnią, która produkuje ilości.

Latour dodawał coś bardziej niepokojącego: ten rozdział nigdy naprawdę nie miał miejsca. Nigdy nie przestaliśmy wytwarzać obiektów mieszanych — hybryd, w których to, co techniczne, żywe, prawne i społeczne, jest nierozerwalnie związane. Hybrydowa kukurydza, warstwa wodonośna, specyfikacja odbiorcy, krowa rasy Prim’Holstein są w równym stopniu naturą, co społeczeństwem. Nowoczesność nie podzieliła świata na dwie części. Podzieliła sposób mówienia o nim, i odłożyła mieszanki poza pole dyskusji.

Ekologizować to przestać móc je tam odkładać. To nie dodanie kolejnej troski do listy: to koniec wygodnej fikcji. Węgiel glebowy, woda dorzecza, żywopłot, pszczoła, sąsiad, zdrowie pracownika, byt terytorium — wszystko to było już związane z polem pszenicy. Różnica polega na tym, że teraz się o tym mówi, i że staje się niemożliwe traktowanie pola jako powierzchni, która produkuje ilości.

Latour mówił o przejściu od stanów faktycznych do stanów spornych. Stan faktyczny się stwierdza i zamyka dyskusję. Stan sporny ma zainteresowanych, wersje, konsekwencje, i ją otwiera. Pszenica była stanem faktycznym. Stała się stanem spornym. Oto prawdziwa data narodzin złożoności, na którą wszyscy się skarżą.

To nie ekologia gmatwa debatę

Trzeba tu być precyzyjnym, bo to jest miejsce, w którym obie strony będą chciały zmusić mnie do powiedzenia tego, czego nie mówię.

Nakazy ekologiczne nie komplikują debaty z ideologii, nadmiernej gorliwości czy pogardy dla zawodu. Komplikują ją, ponieważ mówią coś prawdziwego: produkt rolny nigdy nie był ilością, zawsze był węzłem relacji. Zapomnieliśmy o tym, ponieważ nasze instrumenty nie były w stanie tego zarejestrować, a nie dlatego, że to było fałszywe.

Ale ich administracyjne tłumaczenie jest często absurdalne — i ten absurd nie jest wadą redakcyjną. Zmuszona do rozliczania się z relacji, administracja dysponuje jedynie instrumentami odziedziczonymi po modernizacji: wskaźnikami, progami, ryczałtowymi współczynnikami, średnimi na hektar, polami do zaznaczenia. Żąda więc udowodnienia jednostkowego faktu za pomocą ogólników. Dlatego rolnik wypełniający te dokumenty ma bardzo trafne poczucie, że nie mówi tego, co robi, a ten, kto je czyta, ma równie trafne poczucie, że niczego się nie dowiaduje.

Gniew na biurokrację i gniew na ekologiczną bierność są więc, ku mojemu zdumieniu, tym samym gniewem. Obie strony stwierdzają, że aparat opisu się nie trzyma. Jedna wnioskuje, że potrzeba mniej opisu, druga, że potrzeba więcej przymusu. Nikt nie proponuje lepszego opisywania.

Przemysł spożywczy dokręca śrubę

Powyższe dotyczy pola. W przetwórstwie problem zmienia rząd wielkości.

Jogurt owocowy to przedmiot złożony z dwunastu odrębnych historii: mleka, cukru, przecieru owocowego, skrobi, fermentu, opakowania, pięciu transportów, trzech magazynów. Przemysł spożywczy komponuje przedmioty i w tym samym ruchu rozkłada ich historię. Każda ręka, która dotyka produktu, dodaje mu powiązań i odbiera mu informację: to, co przechodzi z jednego ogniwa do następnego, to partia, paleta, faktura, certyfikat — nigdy pamięć tego, co się wydarzyło.

I to właśnie od tego przedmiotu, którego identyfikowalność cieńszeje na każdym etapie, żąda się dziś rozliczenia ze śladu węglowego, pochodzenia, braku wylesiania, wpływu na wodę. Żąda się od końca łańcucha wiedzy, którą łańcuch metodycznie niszczył przez czterdzieści lat. To nie zła wola, to niemożliwość konstrukcyjna.

Dlaczego nasze instrumenty nie potrafią opisać powiązania

Pozostaje zrozumieć, dlaczego te instrumenty tak regularnie zawodzą. Spinoza daje, jak sądzę, najczystsze wyjaśnienie, i jest ono ostrzejsze niż to, które zwykle się słyszy.

Często się mówi, że rolnictwo zostało zbyt zracjonalizowane, że rachunek stłumił subtelniejszą wiedzę. Spinoza nie pozwala tego powiedzieć. U niego rozum nigdy nie stanowi przeszkody dla najwyższego poznania: prowadzi do niego. Nie istnieje nadmiar racjonalności.

To, co on rozróżnia, to natomiast trzy rodzaje poznania. Pierwszy wywodzi się z niejasnego doświadczenia i znaków, i obejmuje — to punkt decydujący — pojęcia uniwersalne: człowiek, koń, pies. Powstają one, pisze, gdy nagromadzi się tyle obrazów, że umysł nie jest już w stanie odróżnić różnic i zatrzymuje jedynie rozmyte podobieństwo. Drugi to rozum: właściwości naprawdę wspólne, konieczne powiązania, to, co da się udowodnić. Trzeci, który nazywa nauką intuicyjną, poznaje tę oto rzecz w jej jednostkowości.

Spójrzmy teraz na nasze instrumenty przez ten pryzmat. Średni plon, kaliber, kategoria, wskaźnik, notowanie pszenicy. Pszenica — nie ta konkretna pszenica, na tej działce, po tym majowym deszczu, lecz klasa, która nigdy nigdzie nie wyrosła. Średnia nie jest wspólną właściwością: jest podobieństwem zatrzymanym po tym, jak przestano rozróżniać. To dosłownie pierwszy rodzaj.

Racjonalizacja przemysłowa nie zracjonalizowała więc zbyt wiele. Sprawiła, że abstrakcja uchodziła za rozum. Awansowała pierwszy rodzaj poznania do rangi drugiego, a awans ten był tak użyteczny — to, co ogólne, można transportować, agregować, zawierać w umowach, notować, subsydiować — że nikomu nie zależało na jego kwestionowaniu. Nazwaliśmy rygorem procedurę, która polegała na przestaniu widzenia różnic.

Otóż powiązanie jest zawsze jednostkowe. Ta oto gleba, ten rok, ta sekwencja decyzji. Ekologizacja domaga się więc trzeciego rodzaju, a my potrafimy wytwarzać jedynie pierwszy, wierząc, że robimy drugi. Oto ślepy zaułek, sformułowany tak precyzyjnie, jak potrafię.

Brakujący świadek

Ta wiedza o jednostkowości jednak istniała, i miała swoje miejsce: rolnika. Wiedział, kiedy winobranie było gotowe, co robi ta ziemia, gdy lato było suche, co należało zaryzykować w danym roku. Pełna wiedza, której niczego nie brakowało — poza formą, w której mogłaby krążyć. Przekazywała się tylko związana z miejscem, porą roku, ręką.

Więc ją delegowano. Specyfikacjom odbiorców, referencjałom, znakom, organizacjom, które przyjeżdżają weryfikować raz w roku. Nie była to zdrada: to był jedyny sposób, by cokolwiek mogło podróżować. Ale to, co podróżuje, to to, co zostało uogólnione, a wiedza cieńczała po drodze. Dotarła do celu w postaci zaznaczonej kratki.

Rolnik stał się tym, kto stosuje, tam gdzie był tym, kto wiedział. A ponieważ ta wiedza nie miała innego miejsca niż on sam, jej utrata oznaczała jej ostateczną utratę. Nie można odebrać zawodowi jego przedmiotu poznania, nie odbierając mu w tym samym geście autorytetu do mówienia o tym, co robi. Dlatego ta debata odbywa się bez swojego głównego świadka: nie dlatego, że odmawia się zaproszenia go, lecz dlatego, że nie dysponuje już żadną formą, w której mógłby zeznawać.

Precyzuję, bo nieporozumienie jest łatwe: nie chodzi o przeciwstawienie wiedzy chłopskiej nauce. U Spinozy poznanie jednostkowości nie jest wiejską mądrością, jest najbardziej wymagającą formą poznania, wyższą od rozumu i nie mniej rygorystyczną. Jej jedyną słabością było niewiedzenie, jak podróżować. Nie ma więc żadnego powrotu do zorganizowania. Jest infrastruktura, której brakuje.

Opisywać, zamiast upraszczać

Latour był w tej kwestii niezwykle konsekwentny. Nigdy nie zaproponował uproszczenia ani rozstrzygnięcia. Proponował opisywanie, i spędził swoje ostatnie lata na kazaniu sporządzać inwentarze: od czego zależycie, by żyć, kto zależy od was, co wam zagraża, do czego jesteście przywiązani. Zeszyty skarg w dosłownym sensie, w których wymienia się swoje powiązania, zanim zacznie się dyskutować.

Pierwsza odręczna strona zeszytu skarg parafii Andel, 1788-1789
Zeszyt skarg (cahier de doléances) parafii Andel, 1788-1789: wymienia się swoje powiązania, zanim zacznie się dyskutować. Jedna ze skarg dotyczy „różnicy wag i miar” — już wtedy, samego przyrządu pomiarowego.Archiwa departamentalne Ille-et-Vilaine, sygnatura 2B975 — digitalizacja Archiwa Côtes-d’Armor, CC0 / Wikimedia Commons

To mniej spektakularne niż stanowisko, i jest nieskończenie bardziej polityczne. Bo kontrowersja nie rozwiązuje się przez zmniejszenie liczby jej uczestników, lecz gdy to, o czym mówią, staje się jednakowo widoczne dla wszystkich. Dopóki każdy opisuje to samo pole w rejestrze, którego inni nie mogą zweryfikować, debata pozostaje konfrontacją szczerości. A konfrontacja szczerości jest nierozstrzygalna — to sama definicja tego, co nazywamy złożonością.

To, co z tego wynoszę, mieści się w jednym zdaniu: złożoność nie jest stanem świata rolniczego, który należałoby leczyć. Jest symptomem przestarzałego aparatu opisu.

To, co się zmieniło, i to wszystko

Wniosek nie jest więc taki, że trzeba mierzyć mniej. Jest taki, że trzeba mierzyć coś innego.

Cały pomiar rolniczy i przemysłu spożywczego został zbudowany, by ustalać wielkości ogólne, ponieważ była to jedyna informacja zdolna podróżować bez nadmiernych kosztów. Rejestrowanie jednostkowego aktu w chwili, gdy się dzieje, związanego z tą działką, tym dniem, tą partią, było wyobrażalne, ale niepraktyczne: uchwycenie go kosztowało więcej, niż warta była informacja. Ta relacja się odwróciła, niedawno, i to jedyny naprawdę nowy fakt w całej tej historii. To, co się zmieniło, to ani nasza cnota, ani nasza filozofia. To koszt zachowania jednostkowości.

To nie odda producentowi wiedzy, której nigdy do końca nie stracił — nadal wie, wie bardzo dobrze, po prostu nie może już tego udowodnić. Daje mu to miejsce poza nim samym: formę, w której jego wiedza krąży bez degradacji do ogólności, i na podstawie której kupujący, stołówka, jedzący mogą osądzić to, co się wydarzyło, zamiast tego, co im o tym opowiedziano.

Pszenica nie istnieje. To klasa, notowanie, zmęczenie umysłu, które w końcu zorganizowało cały rynek. Ta oto pszenica istnieje: rośnie na działce, która ma nazwę, pod deszczem, który ma datę, w rękach kogoś, kto wie, co zrobił.

Debata nie stanie się prostsza. Nie ma żadnego powodu, by się taka stała, i byłby to zły znak, gdyby się stała. Może stać się rozstrzygalna.

Co to oznacza dla Ciebie

To samo rozumowanie nie działa tak samo w zależności od miejsca w łańcuchu.

Jesteś producentem

Wciąż wiecie, i wiecie bardzo dobrze: po prostu nie możecie już tego udowodnić. To nie jest wiedza do odzyskania, lecz forma do jej przekazywania, której brakuje.

VeraTrace dla producentów

Przetwarzasz produkty, jesteś marką

Od końca waszego łańcucha żąda się dziś wiedzy, którą łańcuch metodycznie demontował przez czterdzieści lat. To nie zła wola: to niemożliwość konstrukcyjna.

VeraTrace dla przetwórców

Jesteś jednostką publiczną lub zamawiającym publicznym

Żądanie udowodnienia jednostkowego faktu za pomocą średnich na hektar i ryczałtowych współczynników oznacza niedowiedzenie się niczego z tego, co chciano wiedzieć. Dźwignią nie jest przymus, lecz jednostka miary.

VeraTrace dla samorządów

Wspierasz producentów

Gniew na biurokrację i gniew na ekologiczną bierność mówią to samo: aparat opisu się nie trzyma. Jesteście dobrze usytuowani, by widzieć to z obu stron.

VeraTrace dla doradców